00-178 Warszawa
ul. Stawki 14

Jerzy Kozierkiewicz
Absolwent 1967 r.
Dziennikarz
W Technikum Poligraficznym znalazłem się raczej przypadkowo. Niespecjalnie wiedziałem, gdzie mam pójść do szkoły średniej, a wyniki na świadectwie nie dawały szansy na renomowane liceum. Tak więc za radą stryja, poligrafa, zdawałem do technikum. Egzamin zaliczyłem, choć chyba średnio, bo „ nie załapałem się” na Konwiktorską, tylko na Wiślaną do klasy typograficznej z kierunkiem zecer, czyli składacz ręczny.
Zajęcia warsztatowe. Wszystko było nowe, nieznane. Początek nie był łatwy, ale zaczęło mnie to powoli wciągać. Zawsze miałem zdolności manualne, więc układanie czcionek w wierszowniku, formowanie stron, składanie tytułów było twórczym zajęciem z widocznymi od razu efektami. Miałem też szczęście, iż moim wychowawcą był wspaniały fachowiec, nauczyciel zawodu inż. Jan Barszcz.
Oceny z zajęć zawodowych miałem zawsze przyzwoite, różnie natomiast było z innymi przedmiotami. Często powiązane to było z sympatią do nauczyciela. Z jednymi zajęcia wydawały się za krótkie, z innymi wojowałem (lub oni ze mną). Klasa była liczna, bo zaczynaliśmy chyba w 42 osoby, a skończyliśmy w składzie 21 (największy odsiew po pierwszej i drugiej klasie). Ale byliśmy zgrani. Zawsze ktoś pomógł ściągnąć, coś podpowiedzieć, a jak postanowiliśmy się zbuntować z powodu kumulacji trudnych przedmiotów w jednym dniu, to mieliśmy tylko trzech łamistrajków.
Osobą, która z pewnością miała wpływ na mój przyszły zawód była pani mgr Zofia Ciechanowska, polonistka. Wysoki poziom nauczania (wtedy tego nie doceniałem), umożliwienie samodzielnej interpretacji tematu. Pozwoliła mi też pisać bardzo długie wypracowania. Kończąc szkołę planowałem pracę w swoim zawodzie, który bardzo mi odpowiadał. Ale losy potoczyły się inaczej. Zostałem dziennikarzem i przez wiele lat uczestniczyłem w tworzeniu codziennych wydań gazet. Wtedy doceniłem „skarb”, jakim była wiedza wyniesiona z Technikum Poligraficznego. Solidny fundament bardzo ułatwiający prace zawodową, projektowanie, redagowanie, kontakt z drukarzami.

Jerzy Wieczorek
Absolwent 1967 r.
Przedsiębiorca
Zaraz po ukończeniu studiów wróciłem do korzeni, czyli zostałem nauczycielem zawodu w Zespole Szkół Poligraficznych. Oczywiście już przy ul. Stawki. Było to na początku lat siedemdziesiątych.
Chcę wspomnieć wydarzenie z okresu mojej pracy, w które byłem osobiście zaangażowany jako wychowawca klasy pierwszej. W roku szkolnym 1972/73 postanowiliśmy bowiem zorganizować uczniom klas pierwszych uroczystość pod nazwą „Wyzwoliny Ucznia – Drukarza”. Mogli w niej wziąć udział uczniowie niemający ocen niedostatecznych.
„Wyzwoliny” odbyły się tuż przed świętami Bożego Narodzenia. W szkolnej świetlicy zgromadzili się zainteresowani, koledzy z innych klas, goście i rodzice. Mistrzem ceremonii był uczeń klasy V, posiadacz „Złotej Odznaki Wzorowego Ucznia”. A całość nadzorowała Kapituła Matki Poligrafii.
Wyzwalanych uczniów kładziono na „stół tortur”, a kat z pachołkami wlewał im olej do głowy, justował, wyrywał głupoty, wymazywał części ciała klejem C-20 i farbą drukarską. Świetną zabawę mieli nie tylko „wyzwalani”, ale także wszyscy uczestnicy. Drugą częścią uroczystości był pokaz taneczny. Uczennice szkoły wykonały dwie kompozycje, a z liter które miały przy sobie ułożyły hasła: „Pasowanie na ucznia – drukarza” i „Witajcie uczniowie Gutenberga”. Na zakończenie wszyscy „wyzwoleńcy”, z rąk wychowawców otrzymali dyplomy potwierdzające uczestnictwo w uroczystości.
Nie pamiętam, czy w kolejnych latach odbyły się podobne uroczystości. Ja rozstałem się ze szkołą i zająłem się innymi działaniami. Ale bardzo miło i ciepło wspominam ten czas, gdy byłem pedagogiem.

Andrzej Tomaszewski
Absolwent 1967 r.
Wydawca
W latach 1962-1967 chodziłem do klasy typografów przy ulicy Wiślanej. Naszym nauczycielem wychowania fizycznego był Magister Sylwester Prokurat (piszę Magister dużą literą, bo tak się mówiło na niego w klasie). Urzędował na tak zwanej jaskółce, wysokiej kondygnacji sali gimnastycznej. Aplikował aktywność fizyczną przewidzianą programem nauczania, albo – najczęściej – po prostu rzucał piłkę do siatkówki i miał uczniów „z głowy”. Któregoś dnia wziął nas nawet do hali Gwardii na siatkarski mecz Polska-Japonia. Dzięki jego oryginalnemu planowi dydaktycznemu, z którego jako uczniowie nie bardzo zdawaliśmy sobie sprawę, trafiliśmy do klasy, gdzie niektórzy z nas grali naprawdę dobrze. Jeden z chłopaków znalazł się w siatkarskiej sekcji Znicza Pruszków.
Dziesięć lat wcześniej pan Sylwester Prokurat był piłkarzem i strzelał bramki dla Polonii Warszawa. Stąd dość ścisłe powiązanie z klubem przy ul. Konwiktorskiej, sąsiadującym przez płot z drugą, macierzystą częścią szkoły, wybudowaną przed wojną Szkołą Poligraficzną. W maturalnej klasie z dwoma kolegami skierowano mnie na zajęcia warsztatowe z Wiślanej na Konwiktorską i składaliśmy czcionkami afisze na mecze klubu Polonia Warszawa, drukowane na typo i świeżutkie rozlepiane na mieście.
Przy odpowiedniej pogodzie nauczyciel organizował WF w pobliskim Parku Kusocińskiego. Zwykle graliśmy w piłkę, a po lekcjach kilku z nas zostawało grać w siatkę. Zimą było tam lodowisko wylane na kortach tenisowych i w soboty jeździliśmy bez opamiętania, nie bacząc na późniejsze lekcje matematyki i polskiego.
Z trzema kolegami trafiliśmy do pierwszoligowej sekcji szachowej RKS Drukarz, która miała siedzibę w świetlicy drukarni Dom Słowa Polskiego. W turniejach drużynowych reprezentowaliśmy Technikum Poligraficzne. Graliśmy raz lepiej, raz gorzej, ale nauczyciel był z nas bardzo dumny. Co ciekawe, nie miał zielonego pojęcia o szachach.
Krótko po maturze Sylwester Prokurat zaangażował mnie jako wychowawcę na mazurskim obozie przez niego prowadzonym. Ale to już inna historia.

Marek Sobieraj
Egzamin wstępny do Technikum Poligraficznego
Rok 1962
Przy okazji niesprecyzowanego dnia, kiedy dzieciom daje się prezenty, dostałem od Mamy zestaw „Małego Drukarza”, składający się z niezdarnie wykonanych gumowych czcionek, przy pomocy których i dziecinnego wierszownika, można było składać proste zdania i odbijać je na kartkach. Tego dnia rozpoczęło się moje „zauroczenie” poligrafią.
Zawód drukarza cieszył się w społeczeństwie dużym szacunkiem i chętnych do jego uprawiania było wielu – czego wtedy nie wiedziałem, ale wiedziałem, że aby zostać poligrafem, należało skończyć odpowiednią szkołę. Możliwość nauki w renomowanym warszawskim Technikum Poligraficznym była marzeniem wielu dziewcząt i chłopców a do egzaminów wstępnych przystępowało kilkunastu chętnych na jedno miejsce. Mimo wysokich wymagań i wielu ostrzeżeń zdecydowałem się i ja. Byłem wyrośniętym i samodzielnym chłopakiem, ale Mama nie chciała słyszeć o tym, by nie towarzyszyć mi w tym bardzo ważnym wydarzeniu.
Pierwszym egzaminem była matematyka. Zaproszono nas do klas w budynku przy ul. Konwiktorskiej 6 i jak było wówczas w zwyczaju, podzielono na rzędy. Wraz połową zdających trafiłem do rzędu nr I i to nam jako pierwszym odczytano polecenia do wykonania. Było ich, jak pamiętam 5. Wziąłem się z zapałem do pracy. Po upływie z górą 15 minut, zakończyłem swoją pracę i przekazałem arkusz prowadzącemu egzamin, który z niedowierzaniem zapytał czy rzeczywiście go skończyłem. Odpowiedziałem twierdząco i wyszedłem z klasy.
Kiedy znalazłem się przed budynkiem, zobaczyłem twarz Mamy, która zrobiła się zielona a pozostali zgromadzeni patrzyli na mnie jak na ofiarę niewiedzy lub lekkomyślnego postępowania (ściąganie). Po moim potwierdzeniu zakończenia egzaminu, kolor cery Mamy wrócił do oryginału a pozostali pokiwali tylko głowami.
Przede mną, oprócz innych egzaminów, był ustny z matematyki. Kiedy czekaliśmy na jego rozpoczęcie, z budynku wyszła Pani w granatowym fartuchu z białym kołnierzykiem i imiennie, jako pierwszego, zaprosiła mnie do klasy. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie ca 45 minut, podczas których udowadniałem swoją rzetelną wiedzę matematyczną, poprzez odpowiedzi na niezliczoną liczbę pytań, rozwiązywania zadań i wyprowadzanie wzorów (np. wzór na dwumian kwadratowy itp.). Nikt nie dawał wiary, że można tak sprawnie łączyć logiczne myślenie z zasadami matematyki w wieku 14 lat.
Wymagającą egzaminatorką była Pani Janina Piaskowska moja nauczycielka matematyki przez cały okres nauki w technikum, jak się później okazało była więźniarka obozu koncentracyjnego (z numerem na przedramieniu). Resztę egzaminów też przeszedłem bez kłopotów i po pięciu latach nauki otrzymałem dyplom Technika Poligrafa ze specjalnością linotypista.
Ludźmi, którzy wyekwipowali mnie w rzetelną wiedzę ogólną i zawodową byli nie żyjący już:
Pani Zofia Ciechanowska – nauczycielka języka polskiego,
Pani Janina Piaskowska – nauczycielka matematyki,
Pan Jan Barszcz – wychowawca klasowy,
Pan Lech Pater – nauczyciel zecerstwa,
Pan Antoni Gniłka – nauczyciel prowadzący warsztaty linotypowe
oraz wielu innych.
CZEŚĆ ICH PAMIĘCI!

Drukarnia Etykiet
LabelStore Industrial Solutions
Współpracę rozpoczęliśmy w 2025 roku, po serii rozmów z opiekunem praktyk, Panią Wandą Nowak. Do tego momentu pracowaliśmy głównie ze studentami i – przyznajemy szczerze – nie wiedzieliśmy, czego możemy spodziewać się po uczniach szkół średnich. Mimo to postanowiliśmy spróbować.
Zaczęliśmy od zaproszenia całej klasy na wizytę w naszej drukarni i centrum produkcyjnym etykiet. Reakcja młodzieży była fantastyczna. Uczniowie byli autentycznie zainteresowani, zadawali trafne pytania, a przede wszystkim otwarcie mówili o swoim zaskoczeniu. Wielu z nich przyznało, że wyobrażali sobie „drukarnię” jako niewielki punkt z małymi urządzeniami, a nie nowoczesną fabrykę pracującą na zaawansowanych maszynach i oprogramowaniu, drukującą miliony etykiet dla przemysłu kosmetycznego, farmacji, logistyki i wielu innych.
Widzieliśmy moment, w którym zmieniała się ich perspektywa. Zrozumieli, że poligrafia to nowoczesna, technologiczna i przyszłościowa branża. Dla nas – ludzi pracujących w niej od lat – było to niezwykle budujące doświadczenie.
Naszych pierwszych praktykantów wspominamy z dużą sympatią. Do dziś otrzymujemy od nich miłe wiadomości, a ich zaangażowanie utwierdziło nas w przekonaniu, że współpraca przemysłu ze szkolnictwem ma ogromny sens. Chcemy być częścią procesu edukacyjnego. Chcemy pokazywać młodym ludziom, że poligrafia ma wiele twarzy – od projektowania i technologii druku, przez automatykę i logistykę, po rozwiązania dla przemysłu i nowoczesnych marek. To szeroka dziedzina dająca realne możliwości rozwoju, stabilność i satysfakcję zawodową.
Kształcimy w teraźniejszości dla przyszłości, pamiętając o przeszłości. Jednak to przyszłość jest tym, co napędza nasze działania i nadaje im sens. Wierzymy, że młodzież kształcąca się w kierunkach poligraficznych w szkole o tak imponującej, 100-letniej tradycji będzie współtworzyć kolejne rozdziały historii poligrafii w Polsce, Europie i na świecie.
Dziękujemy za zaufanie i możliwość współpracy. To dla nas zaszczyt być częścią tej historii.



00-178 Warszawa
ul. Stawki 14







