Opcje widoku
Ikona powiększania tekstu
Powiększ tekst
Ikona pomniejszania tekstu
Pomniejsz tekst
Ikona zmiany kontrastu
Kontrast
Ikona podkreślenie linków
Podkreślenie linków
Odnośnik do Deklaracja dostępności
Deklaracja dostępności
Resetowanie ustawień
Reset

Wspomnienia Absolwentów i Pracowników

Marek Sobieraj 

Egzamin wstępny do Technikum Poligraficznego

Rok 1962

 

Przy okazji niesprecyzowanego dnia, kiedy dzieciom daje się prezenty, dostałem od Mamy zestaw „Małego Drukarza”, składający się z niezdarnie wykonanych gumowych czcionek, przy pomocy których i dziecinnego wierszownika, można było składać proste zdania i odbijać je na kartkach. Tego dnia rozpoczęło się moje „zauroczenie” poligrafią.

 

Zawód drukarza cieszył się w społeczeństwie dużym szacunkiem i chętnych do jego uprawiania było wielu – czego wtedy nie wiedziałem, ale wiedziałem, że aby zostać poligrafem, należało skończyć odpowiednią szkołę. Możliwość nauki w renomowanym warszawskim Technikum Poligraficznym była marzeniem wielu dziewcząt i chłopców a do egzaminów wstępnych przystępowało kilkunastu chętnych na jedno miejsce. Mimo wysokich wymagań i wielu ostrzeżeń zdecydowałem się i ja. Byłem wyrośniętym i samodzielnym chłopakiem, ale Mama nie chciała słyszeć o tym, by nie towarzyszyć mi w tym bardzo ważnym wydarzeniu.

 

Pierwszym egzaminem była matematyka. Zaproszono nas do klas w budynku przy ul. Konwiktorskiej 6 i jak było wówczas w zwyczaju, podzielono na rzędy. Wraz połową zdających trafiłem do rzędu nr I i to nam jako pierwszym odczytano polecenia do wykonania. Było ich, jak pamiętam 5. Wziąłem się z zapałem do pracy. Po upływie z górą 15 minut, zakończyłem swoją pracę i przekazałem arkusz prowadzącemu egzamin, który z niedowierzaniem zapytał czy rzeczywiście go skończyłem. Odpowiedziałem twierdząco i wyszedłem z klasy.

 

Kiedy znalazłem się przed budynkiem, zobaczyłem twarz Mamy, która zrobiła się zielona a pozostali zgromadzeni patrzyli na mnie jak na ofiarę niewiedzy lub lekkomyślnego postępowania (ściąganie). Po moim potwierdzeniu zakończenia egzaminu, kolor cery Mamy wrócił do oryginału a pozostali pokiwali tylko głowami.

 

Przede mną, oprócz innych egzaminów, był ustny z matematyki. Kiedy czekaliśmy na jego rozpoczęcie, z budynku wyszła Pani w granatowym fartuchu z białym kołnierzykiem i imiennie, jako pierwszego, zaprosiła mnie do klasy. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie ca 45 minut, podczas których udowadniałem swoją rzetelną wiedzę matematyczną, poprzez odpowiedzi na niezliczoną liczbę pytań, rozwiązywania zadań i wyprowadzanie wzorów (np. wzór na dwumian kwadratowy itp.). Nikt nie dawał wiary, że można tak sprawnie łączyć logiczne myślenie z zasadami matematyki w wieku 14 lat.

 

Wymagającą egzaminatorką była Pani Janina Piaskowska moja nauczycielka matematyki przez cały okres nauki w technikum, jak się później okazało była więźniarka obozu koncentracyjnego (z numerem na przedramieniu). Resztę egzaminów też przeszedłem bez kłopotów i po pięciu latach nauki otrzymałem dyplom Technika Poligrafa ze specjalnością linotypista.

 

Ludźmi, którzy wyekwipowali mnie w rzetelną wiedzę ogólną i zawodową byli nie żyjący już:

Pani Zofia Ciechanowska – nauczycielka języka polskiego,

Pani Janina Piaskowska – nauczycielka matematyki,

Pan Jan Barszcz – wychowawca klasowy,

Pan Lech Pater – nauczyciel zecerstwa,

Pan Antoni Gniłka – nauczyciel prowadzący warsztaty linotypowe

oraz wielu innych.

 

CZEŚĆ ICH PAMIĘCI!

Adam Żach 

Absolwent 1965 

Plastyk przemysłowy 

 

Matura 1965 (jeszcze na ul. Konwiktorskiej), wych. prof. Lemieszewski,  maszyny offsetowe prof. Targowski. Później praca w zawodzie, studia i od 30 lat życie w Stanach. Dyrektorem był p. Kubala i v-ce Grabowski, do tego niezapomniana chemiczka cudowna prof. Sarosiek. Gdy pojawiłem się w pierwszej klasie uczyli się tam także Koreańczycy - czyli prehistoria… Po szkole zostałem maszynistą offsetowym (pracowałem w zawodzie przez kilka lat). Po studiach w ASP uprawiałem wzornictwo przemysłowe, czyli jestem ciągle jeszcze plastykiem przemysłowym pomimo emerytury. 

Jerzy Kozierkiewicz

Absolwent 1967 r.

Dziennikarz

 

W Technikum Poligraficznym znalazłem się raczej przypadkowo. Niespecjalnie wiedziałem, gdzie mam pójść do szkoły średniej, a wyniki na świadectwie nie dawały szansy na renomowane liceum. Tak więc za radą stryja, poligrafa, zdawałem do technikum. Egzamin zaliczyłem, choć chyba średnio, bo „ nie załapałem się” na Konwiktorską, tylko na Wiślaną do klasy typograficznej z kierunkiem zecer, czyli składacz ręczny.

 

Zajęcia warsztatowe. Wszystko było nowe, nieznane. Początek nie był łatwy, ale zaczęło mnie to powoli wciągać. Zawsze miałem zdolności manualne, więc układanie czcionek w wierszowniku, formowanie stron, składanie tytułów było twórczym zajęciem z widocznymi od razu efektami. Miałem też szczęście, iż moim wychowawcą był wspaniały fachowiec, nauczyciel zawodu inż. Jan Barszcz.

 

Oceny z zajęć zawodowych miałem zawsze przyzwoite, różnie natomiast było z innymi przedmiotami. Często powiązane to było z sympatią do nauczyciela. Z jednymi zajęcia wydawały się za krótkie, z innymi wojowałem (lub oni ze mną). Klasa była liczna, bo zaczynaliśmy chyba w 42 osoby, a skończyliśmy w składzie 21 (największy odsiew po pierwszej i drugiej klasie). Ale byliśmy zgrani. Zawsze ktoś pomógł ściągnąć, coś podpowiedzieć, a jak postanowiliśmy się zbuntować z powodu kumulacji trudnych przedmiotów w jednym dniu, to mieliśmy tylko trzech łamistrajków.

 

Osobą, która z pewnością miała wpływ na mój przyszły zawód była pani mgr Zofia Ciechanowska, polonistka. Wysoki poziom nauczania (wtedy tego nie doceniałem), umożliwienie samodzielnej interpretacji tematu. Pozwoliła mi też pisać bardzo długie wypracowania. Kończąc szkołę planowałem pracę w swoim zawodzie, który bardzo mi odpowiadał. Ale losy potoczyły się inaczej. Zostałem dziennikarzem i przez wiele lat uczestniczyłem w tworzeniu codziennych wydań gazet. Wtedy doceniłem „skarb”, jakim była wiedza wyniesiona z Technikum Poligraficznego. Solidny fundament bardzo ułatwiający prace zawodową, projektowanie, redagowanie, kontakt z drukarzami.  

 

Jerzy Wieczorek

Absolwent 1967 r.

Przedsiębiorca

 

Zaraz po ukończeniu studiów wróciłem do korzeni, czyli zostałem nauczycielem zawodu w Zespole Szkół Poligraficznych. Oczywiście już przy ul. Stawki. Było to na początku lat siedemdziesiątych. Chcę wspomnieć wydarzenie z okresu mojej pracy, w które byłem osobiście zaangażowany jako wychowawca klasy pierwszej. W roku szkolnym 1972/73 postanowiliśmy bowiem zorganizować uczniom klas pierwszych uroczystość pod nazwą „Wyzwoliny Ucznia – Drukarza”. Mogli w niej wziąć udział uczniowie niemający ocen niedostatecznych.

 

„Wyzwoliny” odbyły się tuż przed świętami Bożego Narodzenia. W szkolnej świetlicy zgromadzili się zainteresowani, koledzy z innych klas, goście i rodzice. Mistrzem ceremonii był uczeń klasy V, posiadacz „Złotej Odznaki Wzorowego Ucznia”. A całość nadzorowała Kapituła Matki Poligrafii.

 

Wyzwalanych uczniów kładziono na „stół tortur”, a kat z pachołkami wlewał im olej do głowy, justował, wyrywał głupoty, wymazywał części ciała klejem C-20 i farbą drukarską. Świetną zabawę mieli nie tylko „wyzwalani”, ale także wszyscy uczestnicy. Drugą częścią uroczystości był pokaz taneczny. Uczennice szkoły wykonały dwie kompozycje, a z liter które miały przy sobie ułożyły hasła: „Pasowanie na ucznia – drukarza” i „Witajcie uczniowie Gutenberga”. Na zakończenie wszyscy „wyzwoleńcy”, z rąk wychowawców otrzymali dyplomy potwierdzające uczestnictwo w uroczystości. Nie pamiętam, czy w kolejnych latach odbyły się podobne uroczystości. Ja rozstałem się ze szkołą i zająłem się innymi działaniami. Ale bardzo miło i ciepło wspominam ten czas, gdy byłem pedagogiem.

 

Andrzej Tomaszewski

Absolwent 1967 r.

Wydawca

 

W latach 1962-1967 chodziłem do klasy typografów przy ulicy Wiślanej. Naszym nauczycielem wychowania fizycznego był Magister Sylwester Prokurat (piszę Magister dużą literą, bo tak się mówiło na niego w klasie). Urzędował na tak zwanej jaskółce, wysokiej kondygnacji sali gimnastycznej. Aplikował aktywność fizyczną przewidzianą programem nauczania, albo – najczęściej – po prostu rzucał piłkę do siatkówki i miał uczniów „z głowy”. Któregoś dnia wziął nas nawet do hali Gwardii na siatkarski mecz Polska-Japonia. Dzięki jego oryginalnemu planowi dydaktycznemu, z którego jako uczniowie nie bardzo zdawaliśmy sobie sprawę, trafiliśmy do klasy, gdzie niektórzy z nas grali naprawdę dobrze. Jeden z chłopaków znalazł się w siatkarskiej sekcji Znicza Pruszków.

 

Dziesięć lat wcześniej pan Sylwester Prokurat był piłkarzem i strzelał bramki dla Polonii Warszawa. Stąd dość ścisłe powiązanie z klubem przy ul. Konwiktorskiej, sąsiadującym przez płot z drugą, macierzystą częścią szkoły, wybudowaną przed wojną Szkołą Poligraficzną. W maturalnej klasie z dwoma kolegami skierowano mnie na zajęcia warsztatowe z Wiślanej na Konwiktorską i składaliśmy czcionkami afisze na mecze klubu Polonia Warszawa, drukowane na typo i świeżutkie rozlepiane na mieście.

 

Przy odpowiedniej pogodzie nauczyciel organizował WF w pobliskim Parku Kusocińskiego. Zwykle graliśmy w piłkę, a po lekcjach kilku z nas zostawało grać w siatkę. Zimą było tam lodowisko wylane na kortach tenisowych i w soboty jeździliśmy bez opamiętania, nie bacząc na późniejsze lekcje matematyki i polskiego.

 

Z trzema kolegami trafiliśmy do pierwszoligowej sekcji szachowej RKS Drukarz, która miała siedzibę w świetlicy drukarni Dom Słowa Polskiego. W turniejach drużynowych reprezentowaliśmy Technikum Poligraficzne. Graliśmy raz lepiej, raz gorzej, ale nauczyciel był z nas bardzo dumny. Co ciekawe, nie miał zielonego pojęcia o szachach.

 

Krótko po maturze Sylwester Prokurat zaangażował mnie jako wychowawcę na mazurskim obozie przez niego prowadzonym. Ale to już inna historia.

Anna Zarecka 

Absolwentka 1984

Referent ds. poligrafii

 

Miło wspominam lata nauki w tej szkole szczególnie Mojego wychowawcę prof. Krejera oraz prof. Szymanka którzy mnie uczyli. Po szkole wracałam często razem z nimi do autobusu 180 zawsze wesołe rozmowy a nieraz szedł z nami prof.Baran nie wiem czy dobrze pamiętam nazwisko, uczył mnie estetyki druku. Najgorzej wspominam prof. Pikulską od fizyki czy nauczyłaś się czy nie to i tak klasówka poszła źle, ciągle jakieś testy, można było zaznaczać w ciemno, bo pytania były różne nawet nie z tego materiału, co zapowiadała no i 3/4 klasy ocena 2 i problem z oceną na koniec semestru. Ale jestem zadowolona, że skończyłam Liceum Poligraficzne, a potem jeszcze Policealne Studium Poligraficzne.

 

Obecnie jestem już na emeryturze - po szkole pracowałam jako zecer w drukarni Politechniki Warszawskiej na ul. Kopińskiej, potem jako referent do spraw poligrafii. Potem już praca była zupełnie inna. Kontakt z naszą klasą jeszcze mam więc to jest najpiękniejsze.

Wojciech Osiński 

Absolwent 1984 

Drukarz offsetowy 

 

Uuuu ....dużo wspomnień zarówno dobrych jak i złych...

Złych nie chce pamiętać a dobrych...mmmm było ich naprawdę dużo: drużyna na turniej w piłkę ręczną na Agrykoli, pierwsze kółko teatralne prowadzone przez prof Resztaka ( dziękuję Panie profesorze za ten eksperyment), " kolorowi" ludzie - punki, hipisi, poppersi (discotekowcy), normalni (podziękowania dla ówczesnej dyrekcji za to, że mogliśmy być tacy), grupa chłopaków z opozycji do ówczesnych władz państwa, szkolne disco, radiowęzeł, Święta Trójca, kawiarnia Jaś i Małgosia, wymianki klas z chłopakami z Samochodówki w dzień Wagarowicza, Bunkier w szatni oraz wiele wiele innych wspomnień.... Jakby co to pisałem to ja OSA absolwent - rocznik 84.

Iga Gaj 

Absolwentka 1986 

 

Lubiłam ciepłe mleko na stołówce, żarty prof. Godlewskiego na zecerni, pierwszy rocznik, który dostąpił nauki obsługi maszyn IBM, siostra w tamtym czasie pracowała na IBM jako pracownik etatowy (też absolwentka szkoły). Pani doktor, która zwalniała z zajęć na hasło ból brzucha. Prof. Pikulska od fizyki, której ciągle robiło się jakieś numery, prof. Kijewski i jego specyficzne prowadzenie zeszytów, prof. Szymanek od rosyjskiego, piękne czasy. No i prof. Czarnecka Anna, która utarła mi nosa w 4 klasie, bo podważyłam interpretację wiersza. Przeczołgała mnie do ostatniej chwili przed wystawieniem ocen, przykre to. A najfajniejsze lekcje? Estetyka druku z prof. B.../mam mgłę/ i technologia z prof. Sikorskim, który przygadał koleżance: bierzemy muchi w tłuste paluchi, kładziem na blachi, robim wybuchi. Czy jest tu ktoś, kto pamięta ten tekst? Trzymajcie się cieplutko. 

Małgorzata Pietrusewicz

Absolwentka 1986

 

Technikum na Stawkach w systemie zaocznym, ech to były niesamowite trzy lata zakończone egzaminami i maturą w 1986. Początkowo z Olsztyna jeździło nas 7 dziewczyn w trzech rocznikach. Przed technikum pracowałam na introligatorni przy falcerkach, a po ukończeniu szkoły byłam technologiem maszyn rolowych. Po Technikum jeszcze 5 lat pracowałam w zawodzie. Później musiałam się przekwalifikować, a obecnie już na emeryturze.

Adrian Stykowski 

Absolwent 1995

 

Pamiętam próby muzyczne (chyba nawet z jednym z członków obecnego zespołu Poparzeni Kawą, który jest absolwentem naszej szkoły), podziemne przejścia, które prowadziły pod...gabinet dyrektorski (chyba już się przedawniło?), wspomniane obozy ze śp. Beatą Niemczyk i Panią pedagog, poczet sztandarowy (zmiana patrona z Hồ Chí Minh), który co roku mnie ratował w prześlizgiwaniu się do kolejnych klas i wsparcie mojej wychowawczyni Pani Minkowicz - którą doceniliśmy chyba dopiero po skończeniu szkoły. Jazdy wózkami po warsztatach i nauka składu pieczątek, prowadzenie dyskotek, mleko w przerwie, koncert punkowy na dzień wagarowicza... Na szczęście więcej tych dobrych wspomnień... 

 

25 lat pracowałem w zawodzie - głównie w dużym wydawnictwie, od kilku lat już nie - wróciłem do drugiej pasji jaką jest fotografia, ale nadal pracuję z dużymi w wydawnictwami. 

Joanna Wąsowicz 

Absolwentka 1996

 

Rocznik 91-96 oj masa wspomnień z życia szkolnego. Ale niesamowite, że przyjaźnie i znajomości trwają do dziś z niektórymi się pracuje, no jest super! A nawet dzieli życie osobiste. No jak tu nie mieć pięknych wspomnień. Od momentu skończenia szkoły pracuję w poligrafii. Najpierw w drukarniach a później w wydawnictwach. Dziś zajmuję się koordynacją produkcji różnych tytułów w wydawnictwie.

Łukasz Ostrowski 

Absolwent 1997 

Przedsiębiorca 

 

Ojej. Masa wspomnień z tym miejscem :) Począwszy od tego, że mało mnie nie przyjęli w poczet uczniów bo Ś.P. P. Jadwiga Wołków zobaczyła, że jestem mańkutem a tacy to na zecernię niekoniecznie. A później to już było z górki. Lekcje bandażowania z P.Górskim, budowa gaśnic z P.Szymankiem, sala straceń nr 208 i parę cytatów/zwrotów z tej sali, które na zawsze przeszły do historii, nie zaczyna się zdania od "a więc" u Pani Minkowicz, cudowne obozy sportowe ze Ś.P. P. Beatą Niemczyk (Hartowiec 1993 rulezz!), poczet sztandarowy, odsłonięcie popiersia Marszałka, wyjazd na Jubileusz Szkoły Poligraficznej w Nowej Rudzie z P. Dyrektor Elżbietą Lenarczyk oraz P. Urszulą Łobejko, wymiana polsko-niemiecka i pobyt w Berlinie, wcześniej wizyta u Prezydenta A.Kwaśniewskiego. Najważniejsze to masa znajomości i przyjaźni, które zostały na zawsze. A nad wszystkim czuwała nieoceniona i wspaniała ŚP. P. Janina Fudalej. Jak ktoś podpadł to wjeżdżała strona 104 w dzienniku i było pozamiatane. No i oczywiście wspaniałe spotkanie absolwentów naszej klasy w 2019 r, w sali 301 połączone ze zwiedzaniem po latach warsztatów. #Stawki14

Drukarnia Etykiet
LabelStore Industrial Solutions

Współpracę rozpoczęliśmy w 2025 roku, po serii rozmów z opiekunem praktyk, Panią Wandą Nowak. Do tego momentu pracowaliśmy głównie ze studentami i – przyznajemy szczerze – nie wiedzieliśmy, czego możemy spodziewać się po uczniach szkół średnich. Mimo to postanowiliśmy spróbować.

Zaczęliśmy od zaproszenia całej klasy na wizytę w naszej drukarni i centrum produkcyjnym etykiet. Reakcja młodzieży była fantastyczna. Uczniowie byli autentycznie zainteresowani, zadawali trafne pytania, a przede wszystkim otwarcie mówili o swoim zaskoczeniu. Wielu z nich przyznało, że wyobrażali sobie „drukarnię” jako niewielki punkt z małymi urządzeniami, a nie nowoczesną fabrykę pracującą na zaawansowanych maszynach i oprogramowaniu, drukującą miliony etykiet dla przemysłu kosmetycznego, farmacji, logistyki i wielu innych.

Widzieliśmy moment, w którym zmieniała się ich perspektywa. Zrozumieli, że poligrafia to nowoczesna, technologiczna i przyszłościowa branża. Dla nas – ludzi pracujących w niej od lat – było to niezwykle budujące doświadczenie.

Naszych pierwszych praktykantów wspominamy z dużą sympatią. Do dziś otrzymujemy od nich miłe wiadomości, a ich zaangażowanie utwierdziło nas w przekonaniu, że współpraca przemysłu ze szkolnictwem ma ogromny sens. Chcemy być częścią procesu edukacyjnego. Chcemy pokazywać młodym ludziom, że poligrafia ma wiele twarzy – od projektowania i technologii druku, przez automatykę i logistykę, po rozwiązania dla przemysłu i nowoczesnych marek. To szeroka dziedzina dająca realne możliwości rozwoju, stabilność i satysfakcję zawodową.

Kształcimy w teraźniejszości dla przyszłości, pamiętając o przeszłości. Jednak to przyszłość jest tym, co napędza nasze działania i nadaje im sens. Wierzymy, że młodzież kształcąca się w kierunkach poligraficznych w szkole o tak imponującej, 100-letniej tradycji będzie współtworzyć kolejne rozdziały historii poligrafii w Polsce, Europie i na świecie.

Dziękujemy za zaufanie i możliwość współpracy. To dla nas zaszczyt być częścią tej historii.

 

 

Udostępnij
Data dodania: 2025-12-11 18:32:31
Data edycji: 2026-03-08 19:33:34
Ilość wyświetleń: 258

Partnerzy

Nasze sukcesy

Sukcesy
Bądź z nami
Aktualności i informacje
Biuletynu Informacji Publicznej
Biuletynu Informacji Publicznej